piątek, 18 kwietnia 2014

Tanie makro

Kiedyś, praktycznie każdy nieco bardziej zaawansowany kompakt posiadał tryb makro. W moim starym coolpixie również posiadałem taki tryb, który pozwalał zbliżyć obiektyw aparatu do fotografowanego przedmiotu na naprawdę niewielką odległość. Potem, z czasem (tak dokładnie to miesiąc temu - lepiej późno niż wcale) nauczyłem się, że makro to nie tylko trzymanie szkła milimetr od obiektu, ale przede wszystkim skala odwzorowania. Tak czy inaczej, wraz z ponownym zainteresowaniem się tematem zdjęć makro wróciła chęć na wykonywanie takich ujęć. Niestety, o ile aparaty kompaktowe dzięki odpowiednim trybom radziły sobie z takimi amatorskimi fotografiami bardzo przyjemnie, o tyle lustra bez odpowiednich szkieł będą usilnie starały się robić problemy. Pierwszą rzeczą, jaką się więc zainteresowałem, był oczywiście obiektyw makro. Mój zapał został jednak ostudzony jeszcze szybciej, niż się zaczął. Ceny są wyjęte z... no z nieprzyjemnego miejsca. Zacząłem szukać tańszych alternatyw w postaci starych obiektywów Nikona, całkowicie manualnych. Tutaj ceny zdawały się o niebo przyjemniejsze, tyle tylko, że mój aparat nie jest wstanie ich obsłużyć - po prostu nie da się go zapiąć z powodu wystającego elementu (prawdopodobnie popychacza przysłony) w obiektywie. Kolejnym pomysłem, było kupno przejściówki na gwint M42 i dokupienie jakiegoś starego obiektywu makro. Ta myśl wydawała mi się najlepsza przez długi czas, czyli jakieś pół godziny (wszystko działo się jednego dnia), dopóki nie przypomniałem sobie o magicznym przedmiocie zwanym pierścienie pośrednie.


Pierścienie pośrednie - z czym to się je
Jak działają pierścienie pośrednie? Aby to opisać dokładnie, trzeba by pewnie użyć kilku niekoniecznie przyjaznych wzorów, których z resztą nie znam :). Mówiąc więc o wiele mniej dokładnie, za to bardziej przystępnie: mają one za zadanie odsunąć obiektyw od materiału światłoczułego a więc matrycy bądź filmu (cyfra/analog). Robi się to w celu zwiększenia skali odwzorowania fotografowanego przedmiotu. Im większa, tym przedmiot będzie większy na zdjęciu. Innym prostym tłumaczeniem jest to, że im bardziej odsuniemy obiektyw od matrycy, tym bliżej obiektu możemy go przysunąć - wychodzi właściwie na to samo. Pierścienie z reguły są sprzedawane w zestawach, składających się z kilku połączonych obręczy które możemy zdejmować lub zakładać w zależności od tego, jaką skalę odwzorowania chcemy na zdjęciu uzyskać (zwiększamy bądź zmniejszamy odległość obiektywu od matrycy). Przy wyborze mamy dwie opcje - albo będzie to typowa przedłużka, a więc stracimy całą automatykę, którą oferują nam dzisiejsze aparaty, albo będą to pierścienie z przeniesieniem automatyki, a więc zachowamy pomiar światła i autofocus, który i tak nie na 99% nie będzie działał. Dlaczego? Ponieważ głębia ostrości po założeniu nawet niewielkiego pierścienia gwałtownie maleje - automatyka ustawiająca ostrość zaczyna po prostu wariować. Mimo to w dzisiejszych czasach i tak lepszym (choć droższym) rozwiązaniem będzie zakup pierścieni z przeniesieniem. Chodzi o przysłonę - dzisiejsze obiektywy rzadko kiedy mają pierścień do sterowania nią. Robi się to z poziomu korpusu aparatu, tak więc w przypadku braku przeniesienia elektryki, stracimy całkowicie możliwość zmiany wartości /f. Na koniec wypada wspomnieć o wadzie, którą niestety pierścienie pośrednie posiadają - zjadają światło. Do matrycy dociera go czasami znacznie mniej, niż przez sam obiektyw, dlatego to co fotografujemy musimy często dodatkowo doświetlić. Oczywiście nie musicie się martwić o letnie sesje makro w plenerze w bezchmurny dzień. Matryca dostanie mniej światła, ale nadal będzie go na tyle dużo, aby aparat przy ISO 100 potrafił ustawić czas naświetlania na poziomie 1/1000 sekundy :).





Co ja wybrałem - czyli niedrogi zestaw dla każdego początkującego
Postanowiłem, że nie ma sensu nazywać tego rozdziału "Co wybrać" albo jakoś podobnie, bo zwyczajnie nie mam na ten temat wiedzy. Nie robiłem miesiąc wcześniej rozeznania rynku. Po prostu poszedłem do sklepu i zapytałem się co mają na stanie i co by mi polecili :). Mieli pierścienie firmy Meike - zestaw 13 mm, 21 mm, 31 mm, co oczywiście oznacza, że była to tulejka składająca się z trzech połączonych obręczy o długościach wymienionych powyżej. Świetnym obrazowym przykładem na to, jak potrafią one zmniejszyć odległość ostrzenia jest fakt, że przy pierwszej próbie zrobienia zdjęcia owadowi, prawie zgniotłem go przednią soczewką obiektywu. Pierścienie te mają przeniesienie automatyki i spokojnie można znaleźć je w wersjach dla Nikona i Canona (możliwe, że także dla innych producentów aparatów). Tutaj pojawia się dodatkowa opcja - możemy wybrać wersję ekonomiczną i bardziej pro. Różnią się przede wszystkim ceną ale także wykonaniem. Wersja ekonomiczna połowę mocowań ma wykonanych z plastiku. Droższa wersja wszystkie ma stalowe. Osobiście wybrałem tańszą alternatywę, co uszczupliło mój portfel o 170 zł. Oczywiście ceny będą różne w zależności od sklepu, jednak z tego co sprawdzałem oscylują wokół tej kwoty. Droższa wersja z kolei trzyma cenę na poziomie 250 zł, tak więc różnica jest dość znaczna. Tak jak to ujął sprzedawca: jeśli nie będzie pan co sekundę zdejmował i zakładał tych pierścieni ani używał obiektywów ważących 5 kilo to nie będzie problemu z tymi tańszymi - używałem ich co prawda krótko, ale dość intensywnie i rzeczywiście nic nie wskazuje na to, żeby miały się rozlecieć.


Podsumowanie
Pierścienie pośrednie nie są bardzo tanim rozwiązaniem, patrząc ogólnie. Porównując jednak ich cenę do chociażby średniej klasy obiektywem makro, stają się śmiesznie tanie. Dodatkowo, na rynku jest sporo modeli różniących się specyfikacją i wykonaniem, w zależności od tego do czego i gdzie chcemy ich używać. Można przy ich pomocy uzyskać naprawdę fajne efekty bez utraty jakości zdjęcia (brak jakichkolwiek soczewek). Jest to idealne rozwiązanie dla posiadaczy lustrzanek, którzy chcieliby pobawić się w odkrywców makro świata bez wydawania fortuny.


Standardowo, musiałem przy okazji wykonać kilka zdjęć, które również standardowo można obejrzeć poniżej i na 500px.